poniedziałek, 15 września 2014

Chapter Six - Close the door, throw the key... + przeprosiny

*Oczami Victori*
Jej nareszcie mnie poznał. To teraz trzeba będzie z nim poważnie porozmawiać.
- Brandon zaczekaj na korytarzu. Muszę prozmawiać z Horanem.
- Alee...
- Nie ma żadnego ale.
- Uoo już się boję- brat wyszedł, czyli jest czysto. Podeszłam i usiadłam na przeciwko niego.
- Teraz mnie uważnie posłuchaj chłopcze. Mój brat nie będzie u ciebie pracował. Masz powiedzieć mu, że wylatuje jeszcze dziś. Mam nadzieje, że się zrozumieliśmy, bo nie będę dwa razy powtarzać.- powiedziałam to z czym przyszłam i czekałam na jego reakcję, a ona całkiem wbiła mnie w fotel...

*Perspektywa Nialla*
Wysłuchałem jej słów z niemałym zdziwieniem. Żadna laska nie odzywała się do mnie w ten sposób. Whow ma temperament. Haha ciekawe czy w łóżku jest taka ostra.
- Teraz ty mnie posłuchaj skarbie. Brandon to mój nieoszlifowany diament. Opycha w tydzień miesięczny towar niejednego pracownika. Także on tu zostaje, a ty ... chyba nie wiesz co robię laskom, które za dużo gadają.
- No może nie wiem ale nie chcę się dowiedzieć- odpyskowała natychmiast. Ojj ktoś tu jest niegrzeczny.
- Skarbie ty jeszcze go nie widziałaś, a to się szybko, bardzo szybko zmieni. A może koleżanka chwaliła się wrażeniami? Hmm? - po tych słowach na jej policzki wkroczył rumieniec, a ja szeroko się uśmiechnąłem. Negle ona wstała i podeszła do drzwi. Myślałem, że chce wyjść ale Victoria wyciągnęła za ucho podsłuchującego Brandona.
- Co to kurwa ma znaczyć?! Podsłuchiwałeś nas?? - ejj... czemu ona przeklina? To jej nie pasuje.

*Oczami Viv*
Czemu on podsłuchiwał?! Nie wierzę. Jeszcze tego brakowało.
- No może a co?- jeszcze niech mnie powkurwia trochę.
- Ty mnie lepiej nie wkurwiaj tylko mów czemu podsłuchiwałeś!- wreszcie zobaczyłam strach w jego oczach. Zawsze starałam się przy nim hamować. W takim stanie widział mnie tylko raz. Pewnie nic nie pamięta. Miał przecież tylko 10 lat.

#wspomnienie

Siedzieliśmy w ogrodzie za domem. Ja, mama, tata i Brandon. Mieliśmy taki mini piknik jak co niedziela. Po jakiejś godzinie przyszli sąsiedzi. Było fajnie. Lubiłam ich córkę Sunny. Bawiliśmy się w ciuciu babkę. Ja miałam zawiązane oczy i szukałam brata lub blondynki. Kiedy złapałam Sunny za rękę poczułam, że mam mokrą twarz, włosy i .... MOJA NOWA SUKIENKA!!! Szybko zdjęłam opaskę i co ujrzałam? Blondynkę śmiejącą się w niebogłosy i moją nową śliczną sukienkę całą w rosole.
- Ty!- wskazałam na nią palcem, a ona zaczęła się cofać. - Nie uciekniesz. - wtedy się przestraszyła.- Ty mała wiedźmo! Zniszczyłaś moją sukienkę!- rzuciłam się biegiem w jej stronę, a ona nie wiedząc co się dzieje stała bez ruchu. Przewróciłam ją i zaczęłam okładać pięściami. Szarpnęłam ją za włosy po czym zobaczyłam łzy spływające po jej policzkach. Zaśmiałam się i kontynuowałam czynność do momentu kiedy tata mnie odniej odciągnął i niósł do domu. - Zabiję cię! - krzyknęłam na odchodne. Sunny już nigdy nie przyszła do nas. Nawet na ulicy mnie omijała, a ja byłam w pełni zadowolona ze swojego czynu.
#koniec wspomnienia

*Perspektywa Brandona*
Co się z nią stało? Nigdy nie krzyczała. Zawsze była przykładem. Czy to nadal moja siostra?
- No bo... ja... umm... przepraszam- nagle moje buty stały się bardzo interesujące. Niall chyba postanowił zainterweniować. Wstał i podszedł do Viv kiedy całą swoją uwagę skupiała jedynie na mnie.
- Nie zbliżaj się Horan - syknęła gdy był dosłownie krok za nią.
- Haha uważaj, bo będę się słuchał laseczki.- złapał ją w pasie i przerzucił sobie przez ramię. Biła go po plecach i cały czas wyzywała, a on szedł jakby nic nie czuł i nie słyszał. Ruszył w kierunku piwnicy. Piwnicy?! To tam przetrzymywał Nicole i Chloe. On nie może jej tam zabrać.

*Oczami Victori*
Gdzie ten świr mnie niesie? Cały czas krzyczałam  okładając pięściami jego plecy. Nagle zatrzymał się i wrzucił mnie do jakiegoś pomieszczenia. Wywnioskowałam, że jestem w piwnicy, bo schodził po shodach w dół. Było ciemno. Udało mi się znaleźć łóżko w momencie gdy usłyszałam dźwięk zamka świadczący, że ktoś przekręcił klucz. Świetnie, zamknął mnie. To chyba jakaś komedia. Obcy facet zamyka mnie w obcej piwnicy. Dobre sobie. Wczołgałam się na łóżko, przybrałam wygodną pozycję i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

*Perspektywa Nialla, w tym samym czasie*
- Jak mogłeś?! - młody ciągle się wkurzał.
- Normalnie. Weź się tak nie spinaj. Bierz towar i zmykaj. - uśmiechnąłem się, ale on nie wyszedł.


To be continued...

~~~~~~~~~~~~~~~
Od razu zaczynam od przepraszam. Nie wstawiałam wcześniej, bo musiałam się uczyć. W sumie to nadal muszę ale teraz mogę wstawiać wieczorem jakiś rozdziałek. Dziś ten, jutro następny. Jak to mówią Jestę Gimbusę xD hahah Pozderki skarby ;*
xx
Milcia

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Przepraszam

Kochani jeśli ktoś tu zagląda to przepraszam, że nie dodaję rozdziałów od początku wakacji. Po pierwsze to mi się trochę nie opłaca bo nawet komentarza nie dostanę. Po drugie jestem od jakiegoś czasu u siostry i zapomniałam pendrive'a z rozdziałami. Mam nadzieję, że poczekacie do września ;)
xx
Milcia

środa, 2 lipca 2014

Chapter Five - Hello, Mrs. Johnson

*Oczami Brandona*
Wstałem około 7:00, bo Viv uparła się, że musi ze mną iść do Nialla. No cóż jej nie przekonam. Poszedłem wykonać poranne czynności po czym się ubrałem. Zszedłem na dół żeby przygotować śniadanie dla mnie i siostry. Jeju jak dawno nie jadłem naleśników. Po około 20 minutach nasze śniadanie było gotowe. Wszystko ładnie ułożyłem na tacy i podreptałem do pokoju Victorii. Zastałem ją kończącą makijaż. Jaka ona piękna.

*Perspektywa Victorii*
 Byłam już prawie gotowa gdy do mojego pokoju wszedł mój kochany braciszek z tacą pełną naleśników i dwoma kubkami kakao.
- Mmm ty to zrobiłeś? - powiedziałam upijając łyk napoju.
- Tak. Jemy i trzeba się zbierać.- Po kilku minutach taca świeciła pustkami więc ruszyliśmy po drodze ją odstawiając. Zostało nam jeszcze 40 minut, a że mieliśmy niedaleko poszliśmy pieszo.

*Oczami Brandona*
W czasie drogi cały czas się śmieliśmy. Już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio tyle czasu spędzaliśmy razem.
- A pamiętasz jak udawałeś księżniczkę, a ja księcia? hahaha- ach... jaki ona ma piękny uśmiech. Chwila! Czy ja o tym pomyślałem?! O fuck!
- Haha to było niezłe- jej śmiech przypominał mi Veronicę. Tak bardzo za nią tęsknię.- Dobra, jesteśmy. Tylko się zachowuj.
- Pronto*- i ten jej sarkastyczny ton. Ech...

*Perspektywa Victori*
Weszliśmy do ogromnego białego domu. W drzwiach jakiś napakowany koleś przywitał się z Brandonem, a mnie zmierzył pożądliwym spojrzeniem. Umm Ok. To samo zrobiła kolejna dwójka. Teraz to było serio dziwne.

*Oczami Nialla*
Czekałem na młodego już 15 minut. Będzie się musiał tłumaczyć. Haha. Nagle po moim gabinecie rozległo się pukanie.
- Wejść!- powiedziałem na tyle głośno aby mój głos przedostał się przez drewnianą powłokę. W drzwiach staną Brandon. Ale jego twarz ukazywała niepewność i ... strach? No bez przesady. Nie zabiję go za 15 minut spóźnienia.
- No wchodź mam dla ciebie zadanie.
- Tylko, że ... no ten... ktoś ze mną przyszedł.- wydusił to wreszcie. Chwila. Co?! Przyprowadził tu kogoś? No ja go zastrzelę zaraz.
- Kto się tu przypałętał?- powiedziałem wkurwiony już na maksa. Zza jego pleców wyłoniła się szczupła sylwetka... dziewczyny? Haha. Cała złość ze mnie uleciała. Ale co taka laska robi w tym domu? - Kto to?
- Victoria, Niall nie pamiętasz mnie?- przygryzła seksownie wargę ale nie mogłem jej sobie przypomnieć. Czy to czasami nie Johnson?!

To be continued...
*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_**Pronto - oczywiście

Notka od autorki: Wiecie co? To już mnie powoli denerwuje. Ja się staram. Wstawiam rozdziały. Wiem, że nie regularnie ale nie zawsze mam czas. No co jak co ale komentarz moglibyście zostawić. Obecnie piszę rozdział 9 ale nie wiem kiedy go wstawię (być może w przyszłym tygodniu dokładniej po 7.07.2014). Niestety nie będę miała komputera a nie chce mi się przepisywać tego na telefonie. Kocham was (jeśli ktokolwiek to czyta).
xx
Milcia

sobota, 21 czerwca 2014

Chapter Four - Memory...

Poszłam do znajomych powiedzieć tylko, że wracam do domu. Dyl zaproponował, że mnie podwiezie. Czyli jest spoko, oby tylko Brandon nie strwarzał problemów.
- Ale wiesz, że mój brat też jedzie?
- No wieeem. A nie możemy pojechać do mnie?- poruszył zabawnie brwiami.
- haha nie. Muszę porozmawiać z Brandonem. Może innym razem
- No Ok.- podeszliśmy do czarnego BMW przy, którym czekał mój brat. Uśmiechnął się krzywo na widok Dylana ale nic nie powiedział.
- Chodź. Dylan nas podwiezie.
- No weź. Chodźmy pieszo.
- Ahh ty zawsze sprawiasz problemy. No ale dobra. Dyl, innym razem ok?
- Ok.- obdarzył mnie krótkim buziakiem i poszliśmy z bratem w stronę domu. Szliśmy w ciszy. Nie była krępująca. Było tak jak kiedyś. Wszystkie sytuacje stanęły mi przed oczami. Nasze zabawy w piaskownicy. Wspólne spacery po parku z mamą i ojcem, wtedy kiedy jeszcze nie pił. Wtedy było dobrze. Szliśmy do domu tak jak w dzieciństwie. Tylko teraz byliśmy starsi. Po drodze Brandon zaproponował noc filmową. Taką jak za dawnych czasów. Tylko kiedyś były to kreskówki i filmy animowane, a teraz komedie i dramaty. Kiedy weszliśmy do domu z kuchni dobiegały jakieś dziwne hałasy. Z resztą co tu się dziwić... Postanowiliśmy, że ja przygotuję przekąski a Brandon filmy. Weszłam więc do pomieszczenia aby zrobić popcorn, wziąć paluszki, kanapki i sok pomarańczowy. Hah mogłam się spodziewać. Ojciec i trzech jego koleżków, których już dobrze znałam. Byli stałymi bywalcami w naszym domu. Jak to przystało na alkoholików pili czystą. Kolejną, która podzielała los poprzednich trzech. Kiedy podchodziłam do mikrofali by zrobić prażoną kukurydzę poczułam czyjąś dłoń ściskającą mój pośladek. Że co?! haha ten typ. Nasz sąsiad, właśnie złapał mnie za tyłek. A to dobre. Pomyślałam, że go nie uderzę jak jest pijany. Dlatego posłałam mu jedynie spojrzenie zabójcy i wyszłam z kuchni niosąc tacę z przekąskami. Weszłam do pokoju, w którym brat przygotował już kilka filmów.
- Co tak długo?! Oo! Masz popcorn?? Dawaj!
- hehe cały Brandon, jak za dawnych czasów.- Pod koniec drugiego filmu, którym było ,,16 wishes" postanowiłam go trochę wypytać.
- A tak po za tematem to gdzie pracujesz?
- U Nialla...
- Że co?! No brawo! Jakbyś nie mógł pracować w normalnym miejscu.- uniosłam ręce do góry w geście oburzenia.
- Pomyślałaś, że żadne "normalne" miejsce nie zatrudni 15-to latka?
- To mogłeś powiedzieć, że potrzebujesz kasy.
- A ty? Skąd masz pieniądze?
- Dostaję od matki.
- Ale ja będę pracować u Nialla.
- Obiecaj, że nie będziesz brał.
- Czemu?
- Obiecaj!
- Nie biorę.
- I jutro idę tam z tobą.
- Ale nie możesz! On mnie zabije!
- Nic ci nie zrobi. A ja pójdę czy tego chcesz czy nie. A teraz idziemy spać.
Poszliśmy się położyć. Jutro czeka nas ciężki dzień.



To be continued....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest mi naprawdę smutno. Prosiłam aby pod poprzednim postem znalazły się 3 komentarze. Nie wiem czy mogę liczyć na komentarze pod tym i pod następnymi rozdziałami. Myślę, że jakoś się zmobilizujecie i dodacie chociaż kilka tych komentarzy. W każdym bądź razie na to liczę.
xx
Milcia

niedziela, 8 czerwca 2014

Chapter Three - Suprise

Nie mogłam w to uwierzyć. Obok blondyna stał nie kto inny jak mój brat we własnej osobie. Oby tylko on nie kupował dragów. Cóż trzeba trochę namieszać. Ruszyłam w stronę chłopaków póki Brandon mnie nie zobaczył. Ach.. ta jego bezradna mina i wzrok krążący po sali, aż padł na mnie i niemo błagał abym tego nie robiła.

***Perspektywa Brandona***
Kurwa. Jeszcze jej tu brakowało. Jakby mało jej było problemów.
- Hej chłopcy!- usłyszałem jej głos.
- Ooo... Brandon czy to czasami nie twoja siostra?- i co ja mam powiedzieć?
- Umm no tak
- Horan! Słyszałam, że sprzedajesz. Drogo?
- Dla ciebie za free. Skarbie, bierzesz?- no i co jeszcze?
- Jasne. Daj podwójnie- i się roześmiała. No mnie zaraz szlag trafi.
- Uuu.. szalejesz haha- jeju i ona ma zamiar brać przy mnie ?! Przecież była moim autorytetem.
- Viv chodź na stronę- szarpnąłem ją za przedramię w stronę łazienki.
- Co ty wyprawiasz?!- haha no jeszcze może ona będzie się na mnie wydzierać. Niedoczekanie moje.
- O to samo mogę zapytać ciebie. Myślisz, że mnie nie dotykają problemy w domu?! Uważasz, że dlaczego muszę sam pracować?

***Oczami Victori***
 W jego oczach zamajaczyły łzy. Whow. Teraz to mnie zaszokował. A tak w ogóle to co mu przeszkadza moje branie?
- No spoko ale czemu przeszkadz ci to, że biorę? I od kiedy ty zwracasz na mnie uwagę? Hmm...?
- Wyobraź sobie, że tylko ciebie mam. O ojcu mogę już powoli zapominać, a dla matki liczy się tylko praca. Myślałem, że ty mnie zrozumiesz.
- Oj Brandon. Rozumiem cię, ale co my możemy robić?- sama byłam niepewna a co mówić o nim. Współczuje mu. On nie jest niczemu winien.
- Spróbujmy.- w jego oczach zaświeciła się iskierka nadziei kiedy go przytuliłam.
- No dobrze, ale teraz idziemy do domu. Musimy o czymś porozmawiać.

To be continue...
~*~*~*~*~*~
Macie jeszcze dziś rozdział trzeci. Ale teraz mały szantaż. 
3 komentarze = next
spokojnie ja poczekam. Mam czas next mogę dodać we wtorek. Postarajcie się ;)
P.S. Mogą być z anonima

Chapter Two - Hard Party

***Oczami Victori***
Mrocznego? Już wiem co założę. Po kilku minutach błogiej ciszy byliśmy pod moim domem. Moim? Przecież miał zabrać mnie do siebie.
- Umm... Dzięki za podwózkę.
- Spoko. Miałem cię zabrać do siebie ale nie chcę potem na ciebie czekać. Będę o 20
- Ok. To pa.- pomachałam mu i wyjęłam papierosy. Teraz czas na starcie z rzeczywistością. Otworzyłam drzwi a tam jak zwykle syf. Walają się butelki po wódce i czuć zapach prochów. Cóż przynajmniej ze
zdobyciem nie mam problemów. Poszłam do kchni po sok i podreptałam do swojego raju. Była dopiero 15 a ja mam 5 wiadomości od Patrici. Wszystke to pytania czy będę na dzisiejszej imprezie. Szybko odpisałam "Oczywiście! :*". Obejrzałam Gnijącą pannę młodą po czym zaczęłam się szykować, bo na necie zajęło mi aż dwie godziny. Wskoczyłam pod prysznic. Po 15 minutowym relaksie weszłam w samej bieliźnie do pokoju. Gdzie założyłam przygotowany wcześniej zestaw. Zostało mi jeszcze trochę czasu więc usiadłam na łóżku i myślałam o szkole. Fuuu! Znaczy o Dylanie...

***Perspektywa Nialla***
Kolejna impreza. Luz, na tej przynajmniej sprzedam trochę towaru. Niby się tym nie zajmuję ale lepsze to niż siedzenie przed TV. haha Josh wkopał się z kasą i to są tego plusy. Denerwująca jest ta mała Johnson. Wszędzie wpieprza ten swój seksowny tyłek.

***Oczami Victori, impreza***
Strój Victori na imprezie
Było nawet fajnie. Siedzieliśmy całą grupką, a z nami jeszcze kilka osób. Większości była już po kilku kreskah. Ja narazie nie brałam. Szklany stolik zastawiony był różnego rodzaju trunkiem, ale przodowała oczywiście czysta.
- Ja idę do łazienki- szepnęłam do Dylana.
- Tylko szybko wróc skarbie- cmoknął w moim kierunku na co cicho zachichotałam. Powoli oddaliłam się od grupy i szłam prosto do toalety. Kilka metrów przede mną zobaczyłam nikogo innego jak Horana, tak Nialla Horana. Obok niego stała znajoma mi postać. Nie! To nie może być On...

To be continue...





~*~*~*~
Czyli mamy rozdział drugi. Podoba się? Powiem tylko, że coś poważniejszego zacznie się dziać w rozdziałach 5-7. Czyli bądźcie cierpliwi ;)
xx
Milcia

sobota, 7 czerwca 2014

Chapter One - New Story

***Oczami Victori***
Kolejna nudna godzina w szkole. Jeszcze ta fizyka. Ugh... komu to potrzebne?! ach no tak przecież "Bez tego nie dasz sobie rady panno Johnson". Szkoda, że nikt z mojej paczki nie chodzi do tej klasy. Patricia i Drake chodzą do rok starszej, bo raz powtarzali.
- Panno Johnson!- nareszcie się ocknęłam- nie przeszkadzam pani?- ach... przecież jestem na lekcji. Mądra ja.
- Ależ nie, może pani mówić. Mi to nie przeszkadza.
- Chce panienka przejść się do dyrektora?
-  Nie trzeba, ale jeśli pani nalega.
- Proszę natychmiast wyjść z klasy!- wyglądała jak burak z całą czerwoną twarzą. Reszta się tylko śmiała. Co mi zostało? Wstałam z krzesła, wzięłam  torbę i chciałam wyjść, ale to by było dziwne. Stanęłam przed drzwiami, a wszyscy spojrzeli na mnie. Ja tylko głośno wyszeptałam "Boże ty widzisz i nie grzmisz" i wyszłam. Dyrektor jest nawet fajny. Szłam do jego gabinetu. Po drodze wysłałam tylko sms'a do Dylana, że idę na wykład do dyra. Pod gabinetem usłyszałam rozmowę więc usiadłam i czekałam, przeglądając twitter'a. Po około 15 minutach wyszedł chłopak z blond włosami, cały w tatuażach. Był nawet przystojny. Czyli moja kolej. Dobra. Wstałam i podreptałam do drzwi. Weszłam, usiadłam na krześle, a dyro się tylko zaśmiał.
- To co dzisiaj? I u kogo na lekci?
- No bo Mrs. Brooks się zapytała czy mi nie przeszkadza jej mówienie jak myślałam. To powiedziałam, że  może mówić dalej i kazała mi tu przyjść
- Chcesz wracać na fizykę?
- Wierzy pan, że bym wróciła?
- No właśnie niezbyt. Dlatego zostajesz tu, a nie będziesz chodzić po mieście.
- Ugh... no dobra- wstałam i ruszyłam w kierunku brązowej sofy. Wyjęłam telefon i pisałam z Dylanem. Od wczoraj jestem z nim w związku. Awww hehe. Właśnie przyszedł nowy sms.

Powiedziałam dyrektorowi, że idę do łazienki, a wyszłam na plac przed szkołą. Po chwili podjechało czarne BMW z którego wysiadł Dylan. Cmoknęłam go w policzek i wsiedliśmy do auta.
- Miałeś mnie gdzieś zabrać- cicho zachichotałam.
- A no tak! Jedziemy o 21 do klubu. Pasuje?
- No jasne! W co mam się ubrać?
- Załóż coś mrocznego ...
To be continued...

*~*~*
więc pierwszy rozdział za nami. Liczę na kilka kom. Jutro pojawi się next ;)
xx
Milcia